To jest tylko fragment strony.
kliknij tu aby wyświetlić całą stronę

Jarzębina
NA WYGUNIE pieśni z Kocudzy

KONADOR, 2013


CD - 35 zł   Dodaj do koszyka

  1. A łu mojyj memy zieluno grusia   2:14
  2. Po boru chodziła, borówejko była   1:25
  3. łUbiroj sie nadobno Marysiu powoli   3:41
  4. łOj wienku, wienku z zielunygo maju   4:29
  5. Corno chmura wychodzi   0:51
  6. Dołem, dołem słunecko jidzie   3:04
  7. Cóz po kumorze puko ji śtuko   2:21
  8. Zieleni sie trowka w rogu na cmentorzu   3:31
  9. Przy zielunyj łuce, przy ślicnyj dolinie   2:29
  10. Chodzili tem po niebie enieli   3:11
  11. Pod Twój płoszcz sie łuciekumy   3:29
  12. Fto Maryje kocho, niech sie w Nij raduje   2:57
  13. Cego sie mój Boże tak bardzo turbujes   3:12
  14. Płaccie enieli, płaccie duchy świete   5:54

   Nagrania, które zawiera niniejsza płyta, zostały zarejestrowane w trakcie koncertu. "Jarzębina", jeśli nie jest zapraszana na koncerty okolicznościowe, tematyczne, stara się tak dobrać repertuar występu, aby zaprezentować możliwie szerokie spektrum tradycji śpiewaczej swojej wsi i okolicy, stąd obecność na płycie pieśni zarówno religijnych, jak i świeckich.
   W mikrokosmosie życia społeczności wiejskiej (i nie tylko) sfery sacrum i profanum bywają często trudne do rozdzielenia. Na płycie łącznikiem pomiędzy pieśniami weselnymi a repertuarem ściśle religijnym, są ludowe kolędy o cudzie Bożego Narodzenia, czyli narodzinach Boga, który przecież był także człowiekiem. Te szczególne święta przeżywane są radośniej w rodzinie, w której w ciągu roku urodziło się zdrowe dziecko. Nawet, jeśli pochodziło ono ze związku nieślubnego (1). Chociaż wtedy, w takich lirycznych pieśniach, mimo że zdarzają się i na wesołą melodię (tak jest w tym przypadku), obecny jest zawsze dramat (panna "rzywnie płakała"), w tej pieśni wyrażony jedynie zdawkowo w tekście, a to dlatego, że Jasio "wrócił się nazod do swyj kochanejki, bo mu było żol". Następne nagranie (2) to przykład tekstu "składanego", rytmizowanych mazurkowych przyśpiewek zalotnych, wykonywanych na zabawie tanecznej (podkreśla to obecność bębenka jednostronnego, zwanego sitkiem), ale także podczas pasienia, czy w lesie na jagodach. Za każdym razem głośno, żeby przekrzyczeć muzykę i gwar zabawy, a w otwartej przestrzeni ("reno po rosie, niz słunejko zyjdzie") z intencją, żeby wybranek usłyszał. Notabene, mieszkańcy Kocudzy i dziś w sezonie ruszają licznie do pobliskich lasów zbierać jagody i żurawiny.
   W tym miejscu trzeba podkreślić rolę przyśpiewki jako ważnego elementu poetyki ludowej, za pomocą którego potrafiono, niczym w haiku, esencjonalnie wyrazić bieżącą chwilę, skomentować sytuację, oddać stan duszy ("nie po to jo śpiwum, zebyście słyszeli, łoj smutne moje serce niech sie rozweseli"). Dobry śpiewak umiał zarówno korzystać z gotowych formuł, jak też improwizować nowe, które szybko przyjmowały się i upowszechniały.
   W blok pieśni weselnych wprowadza charakterystyczna dla Lubelszczyzny tzw. ubieranka (3), nie pochodzi ona wprawdzie z obrzędu weselnego, ale jest jego prefiguracją. To kolęda życząca, którą śpiewali pannom na wydaniu chodzący w czasie Godów z Herodami kolędnicy-kawalerowie. Dalej już następują śpiewy ściśle weselne, wyróżniające się odrębnym zespołem cech muzycznych (dla tego regionu dokładnie opisała je Anna Czekanowska), charakterystycznych dla celebracji obrzędowych, m.in. wolnymi tempami, pewną swobodą metrorytmiczną, dawnymi skalami, w tym, szczególnie znamiennymi dla Słowiańszczyzny, wąskozakresowymi (4, 5). Są to pieśni lamentacyjne o pożegnaniu z dzieciństwem, domem, panieńską młodością – o stracie wianka (4, 5, 8), podziękowanie dla mamy (4), o pożegnaniu z rodzicami (6), o niepewności, która się do losu odtąd wkrada (5, suplikacyjna 6, 8), specjalna pieśń – pożegnanie sieroty ze zmarłą matką (7), wreszcie rzadka i szczególnie poruszająca pieśń utrzymana w stylu weselnym, lecz prawdopodobnie nieobrzędowa (8). Ten bardzo poruszający utwór mówi o nieszczęściu panny młodej, która wychodzi za bogatego, lecz niekochanego kawalera, przypadek dość częsty w kulturze tradycyjnej. Tutaj jednak nieszczęście ma swoje dodatkowe, tajemnicze źródło w pierwszym wersie pieśni – "zieleni sie trowka w rogu na cmentorzu" – w takich miejscach chowano samobójców i nieochrzczone, "stracone" dzieci.
   Religijną część płyty otwierają dwa śpiewy bożonarodzeniowe: pierwszy, to rzadki przykład ludowej kolędy z motywem zwiastowania Maryi (9), znanej w różnych wariantach tylko z przekazów ustnych (niedrukowana w żadnych kantyczkach); drugi, to dość popularna kolęda kantyczkowa w lokalnym wariancie (10). Z kolei z pieśni maryjnych, trudno żeby się nie znalazło w tym wyborze nagranie "Pod Twój płoszcz sie łuciekumy" (11, pieśń śpiewana w bractwach szkaplerznych, a notowana w śpiewniku ks. Mioduszewskiego z 1853 r.). Po pierwsze, z racji długoletniej przynależności Kocudzy do parafii pod wezwaniem Matki Bożej Szkaplerznej w pobliskim Frampolu (w 1987 r. dopiero erygowano parafię w Kocudzy). Po drugie, pieśń reprezentuje typ muzyczny, który śpiewaczki z "Jarzębiny" opanowały do perfekcji, w którym wyrażają bodaj najpełniej swój temperament i możliwości głosowe. Jest to zatem melodia o sporej ruchliwości i rozpiętości, a co za tym idzie, dynamice (jak krajobraz Roztocza, chciałoby się powiedzieć), przy tym ze zdobnictwem, fermatami, ze zmiennym i nie do końca określonym metrum, które ciąży do trójkowego. Zbliżona w charakterze jest także pieśń "Fto Maryje kocho" (12), śpiewana przy różnych okazjach – na pielgrzymkach, przy zmarłym, w Wielkim Poście (podczas nocnego czuwania przy Grobie Pańskim). "Cego sie mój Boże tak bardzo turbujes" (13), to zaś jedyny na płycie przykład adaptacji i ożywienia zapisu historycznego (XIX w.) Oskara Kolberga, drukiem opublikowanego w tomie Lubelskie, z lokalizacją Frampol – Janów. Zamyka ten wybór z bogatego repertuaru "Jarzębiny", lament wielkopostny "Płaccie enieli" (14) o niezwykłym, poetyckim, późnobarokowym tekście, zapewne jedna z piękniejszych polskich pieśni religijnych.
   Reasumując, mamy do czynienia z niespełna trzema kwadransami polskiej tradycyjnej muzyki czysto wokalnej, z jednej z wielu części Lubelszczyzny – pogranicza janowsko-biłgorajskiego. To mało i dużo zarazem.
   Mało, bo niektóre z pieśni, np. "Fto Maryje kocho" w pełnej wersji (ponad sto czterdzie-ści zwrotek!), same mogłyby taką płytę zapełnić – wszak czas sakralny inaczej jest mierzony i przeżywany. Obrzęd weselny również trwał o wiele dłużej niż czas kilku pieśni, i w tym tkwił jego głęboki sens. Tu naturalnie, mamy do czynienia z ekstraktem, miejmy nadzieję, że reprezentatywnym. A jeśli tak, to daje on wyobrażenie o całości i pozostaje z szacunkiem dla wyobraźni słuchacza, będąc dla niej godnym wyzwaniem. Mamy nadzieję, że pomocne okaże się tu opracowanie płyty, pewne wskazówki zawarte w niniejszych, z konieczności skrótowych, objaśnieniach, czy uwzględnienie gwary w zapisie incipitów pieśni.
   Dużo, bo jest to wyłącznie śpiew a capella, od słuchania którego wszechobecne współczesne media nas odzwyczajają, a w dodatku archaiczny w repertuarze i stylu wykonania, niełatwy w odbiorze. Składają się na to również warunki akustyczne wpływające na czytelność tekstów: spory pogłos, także gwara, ale przede wszystkim dawny język i elementy jego poetyki – sposób konstrukcji wypowiedzi, narracji, leksyka, a także symbolizacje. Teksty pieśni są pełne odwołań, "linków" do życia, kultury duchowej i materialnej, świata, który dzisiaj w dużej części pozostał gdzieś z tyłu, czy też z boku, a klucza do jego zrozumienia można szukać właśnie w pieśniach, lub najogólniej mówiąc, w pamięci. Jeśli ktoś chce ten świat poznać i zrozumieć, to warto, żeby po tę płytę sięgnął. A jeśli nie ma takiej potrzeby, a po prostu lubi emocjonalnie i żarliwie, przy tym po mistrzowsku muzycznie wykonane pieśni in crudo, to bardzo możliwe, że płyta taką potrzebę w nim zrodzi. Bo jest w śpiewie "Jarzębiny" artyzm, który inspiruje, rodzi ciekawość, wzbogaca.
   Zespół wykonuje wszystkie pieśni jednogłosowo – unison jest cechą charakterystyczną polskiego śpiewu. Polega on na zgodnym złączeniu w jednym strumieniu wielu głosów i barw, tworząc nie tylko ich prostą sumę, ale także nową jakość. Niewiele zespołów ludowych jest tak "ześpiewanych" i potrafi dziś to osiągnąć. Choć w innych elementach języka muzycznego słychać wpływy pogranicza kulturowego południowej Lubelszczyzny, a więc głównie ukraińskie i Kościoła Wschodniego – i to stanowi o jego oryginalności oraz interesującej specyfice, to szczególnie w owym unisonie wyraża się mocnym głosem duch wspólnoty wiejskiej Kocudzy i okolic.

Remigiusz Mazur-Hanaj

skład zespołu:
Irena Krawiec - kierownik zespołu the group leader
Beata Oleszek - bębenek sitkowy the "sieve" drum (2)
Janina Oleszek
Janina Dyjach
Władysława Dycha
Lucyna Jargiło
Monika Jargiło
Aleksandra Papierzańska